Buntownicze plemiona

Gdy nadchodziło wojsko, Modokowie skryli się w jaskiniach. Nawet po tym, jak Indianie zgładzili przywódców komitetu i własnych przyjaciół minęły jeszcze długie tygodnie, zanim ich ujęto. Wewnętrzne spory zmusiły ich w końcu do wyjścia z ukrycia, co pozwoliło ich złapać. Najwięksi bandyci uratowali skórę, godząc się na współpracę z władzami. Kapitan Jack i trójka innych zawiśli na stryczku w rok po powstaniu, a pozostałych wysłano do Cansas, skąd później przeniesiono ich do agencji na północno wschodnim skraju indiańskiego terytorium, gdzie zostali rolnikami i górnikami, na wzór białych. Ledwie sześć lat po powstaniu, przywódca grupy, mordujących białych osadników wstąpił do klasztoru iż zaczął nawracać swoich towarzyszy. Była to szybka przemiana. Apacze nadal nie złożyli broni, ale nie tylko oni zakłócali spokój. Po północnym Meksyku i południowych Stanach Zjednoczonych krążyło wiele grup, zaprawionych w bojach. Językowo byli spokrewnieni z Navaho i podobnie, jak oni, nazywali się Denei. Zaciekłością i odpornością przewyższali nawet ich. Walczyli z meksykanami od wieków, a kiedy osadnicy przybyli do Arizony, szybko dołączyli do listy wrogów. Po zasiedleniu tego terytorium, przez blisko trzydzieści lat osadnicy uważali, że Apacze są tak groźni, jak grzechotniki i zasługują na podobne traktowanie., choć należy wspomnieć, że indiańskie dzieci były wykorzystywane przez osadników, jako służba. Zima wydawała się być dość spokojna, jednak latem Czejenowie zaczęli narzekać, że nie dostali kolejnych podarunków, a szczególnie życzyli sobie broni i amunicji. Kiedy te dotarły, lekką ręką przekazano je Indianom, a ci natychmiast wrócili na wojenną ścieżkę. Rzymski Nos, lepiej znany, jako Nietoperz był jednocześnie bohaterem i ofiarą w bitwie, która rozegrała się latem 1868 roku. Na jednym ze szlaków, nieopodal wschodniej granicy stanu Kolorado, Indianie zaatakowali grupę zwiadowców pod dowództwem majora Forsaytha. Obrońcy utrzymali się przez dziewięć dni, aż napastnicy zrezygnowali. Ich konie zginęły, a żołnierze nie chcieli zostawić rannych. Indianie należeli do plemienia Czejenów, Siuksów i Arapacho. Ich grupa liczyła w sumie kilkuset wojowników. Rzymski Nos nie był wodzem, jednak towarzysze podążyli za nim do walki. Pierwszego dnia bitwy unikał starcia. Rzymski Nos wiedział, że jeśli uderzy, nie doczeka kolejnej bitwy. Miał tutaj rację: zła wróżba, którą zignorował okazała się śmiertelna. Był wśród poległych, których zabrano z pola walki. Indianie rzadko zwyciężali w dużych bitwach. O wiele krwawsze żniwo zbierali w napadach na powozy i traperów. General Sherydan zdecydował się zorganizować przeciwko nim zimową kampanię. W listopadzie, w okresie wielkich zamieci postanowiono uderzyć na obóz Czejenów.

Tagi:

Buzu Historia © 2019