Kampania

General Kleberg skierował do podległych mu jednostek rozkazy do przegrupowania w celu zajęcia najbardziej korzystnej pozycji do bitwy. Odrzucał możliwość kapitulacji, lecz dobrze wiedział, jak ciężkie jest położenie jego samodzielnej grupy operacyjnej. Nie mogła liczyć na wsparcie i pomoc jakiegokolwiek innego oddziału polskiego wojska. Polska była już pokonana i podzielona. Między Kockiem, Serokomlą, Wolą Gułowską rozegrała się ostatnia bitwa kampanii wrześniowej. Można zadać sobie pytanie, czy miała ona sens, skoro Polska była już pokonana: półwysep helski skapitulował, ale general Kleberg o tym nie wiedział. Można przyjąć, że gdyby nawet wiedział, nie zrezygnowałby z walki, ponieważ uważał, że żołnierz musi walczyć, do póki istnieją takie możliwości, a takie możliwości widział. Widział możliwości przebicia się jego grupy operacyjnej, siedemnastu tysięcy żołnierzy do gór Świętokrzyskich i prowadzenia tam już wojny partyzanckiej. Od dawna było już oczywiste, że Polska tej wojny nie wygra, a jedyną nadzieją była pomoc sojuszników, ale ci, mimo wypowiedzenia Niemcom wojny, nie podjęły większych działań bojowych. Warszawa, okrążona od szesnastego września stawiała zacięty opór, mimo stałego bombardowania, ostrzału artyleryjskiego oraz z innych ciężkich dział. Ogień artyleryjski miał przynieść większe straty wśród ludności cywilnej, niż wojska. Wieczorem 28 września 1939 roku oddziały samodzielnej grupy operacyjnej Polesie podeszły pod Włodawę nad Bugiem. Miały już za sobą ciężkie walki z Niemcami i armią czerwoną. Dowódca, general Franciszek Kleberg postanowił poprowadzić grupę operacyjną w góry Świętokrzyskie, aby podjąć walkę partyzancką. Po drodze mieli uderzyć na składnicę uzbrojenia w Stawach pod Dęblinem i tam uzupełnić amunicję i broń. Jednakże było już za późno, aby general mógł zrealizować swój plan. Spod Dęblina jechała niemiecka trzynasta dywizja piechoty zmotoryzowanej, było to szesnaście i pól tysiąca żołnierzy, dysponujących samochodami pancernymi, silną artylerią i możliwością lotniczego wsparcia. Miało rozkaz zatrzymania i rozbicia polskiej grupy operacyjnej. Do walki mogły tez włączyć się dwie inne dywizje i brygada kawalerii. Wydawałoby się, że wobec tak wielkich sil niemieckich, oddziały generała Kleberga nie miały żadnych szans. Pierwszego października polskie oddziały doszły do rejonu Kocka i Radzynia. Patrole, wysłane na rozpoznanie terenu stwierdziły, że są tam żołnierze z niemieckiej trzynastej dywizji piechoty zmotoryzowanej. Oznaczało to, że droga na zachód została zamknięta. Samodzielna grupa operacyjna Polesie musiała przyjąć walkę lub skapitulować. Cofnąć się nie mogła, gdyż na wschodzie były już radzieckie oddziały.

Tagi:

Buzu Historia © 2019