Odwrót Armii Poznań

Francuscy dowódcy swoją operacją prowadzili całkowicie bez przekonania, zwłaszcza, że Francja nie była gotowa do wojny, natomiast odnotowano ożywiony ruch na francuskich lotniskach. Uderzenie powietrzne na niemieckie zakłady zbrojeniowe, bazy i jednostki wojska mogło wywrzeć pożądany efekt, ale rządy Francji i Wielkiej Brytanii odrzucały taką możliwość. Z francuskich lotnisk startowały samoloty z ulotkami. W pierwszych dniach września francuskie lotnictwo zrzuciło na Niemcy pięć milionów ulotek, ośmieszających Hitlera i informujących niemieckie społeczeństwo, ze ich przywódcy są skorumpowani i nieuczciwi. Zgodnie z rozkazem naczelnego wodza armia Poznań rozpoczęła odwrót z Wielkopolski w stronę Warszawy, choć jej dowódca, general Kutrzeba ani na chwilę nie porzucił planu uderzenia na niemieckie wojska, toczące krwawe boje z armią Łódź, musiał jednak wykonać rozkaz. Odwrót armii Poznań odbywał się we wzorowym porządku: szli marszem ubezpieczonym, gotowi odeprzeć atak wroga. Poruszali się głównie nocami, co uniemożliwiało wrogowi wykrycie naszych wojsk. Jedynie dywersanci śledzili polskie oddziały, rozpalając stogi, co miało zwrócić uwagę lotnictwa i wskazać obserwatorom kierunki, w jakich zmierzały nasze dywizje. General Kutrzeba zatrzymał się w dworze Mchówek, kolo Izbicy, gdzie miał przygotowaną bojową kwaterę. W sytuacji ewakuacji rządu wszelkie wiadomości o zaistniałej sytuacji miały wartość ogromną dla morale społeczeństwa i wojska, które w wielu miejscach toczyło krwawe boje. Na wybrzeżu, gdzie siódmego września, po bohaterskiej obronie skapitulowało Westerplatte, bronił się Hel, uniemożliwiając niemieckiej flocie swobodny dostęp do portów w Gdańsku. Nasza flota już się nie liczyła: dwa największe okręty zostały zatopione w porcie helskim przez niemieckie samoloty, ale działa z Gryfa, przeniesione na ląd miały wzmocnić obronę półwyspu. Wciąż wałczyło polskie lotnictwo, które w ciągu pierwszych sześciu dni wojny strąciło niemalże połowę samolotów. Polska jednak liczyła na pomoc sojuszników, pomoc, która mogła całkowicie zmienić sytuację. Do Francji przybywały oddziały brytyjskiego korpusu ekspedycyjnego, miało to jednak znaczenie polityczne, a nie militarne. Oddziały ochotniczej armii terytorialnej nie miały wielkiej wartości bojowej i było oczywiste, że musi minąć wiele czasu, zanim zdołają przygotować się do walki. Brakowało im ciężkiej artylerii i czołgów. Brytyjski korpus ekspedycyjny mógłby podjąć walkę z Niemcami najwcześniej na początku 1940 roku. Armia francuska była wystarczająco silna, aby sama wpłynąć na bieg wojny, ale jej dowódcom brakowało woli walki. Francuscy oficerowie byli sparaliżowani pamięcią o ogromnych stratach poniesionych podczas minionej wojny.

Tagi:

Buzu Historia © 2019