Początki stałego osadnictwa

Mieszkańcy wschodniej części kraju poczuli ulgę, jednak ich radość wciąż jeszcze mogła okazać się przedwczesna. Prace kolejowe trwały, a kiedy tory zaczęły przecinać prerię, czerwonoskórzy ponownie poczuli się zagrożeni. Pracownicy na trasach Union Pacyfics i Cansac Pacyfic, przedzierali się na zachód i wiele razy musieli rzucać kilofy, aby szybko chwycić za broń. Zaprawieni w bojach przyjmowali strzelaniny, jako część ich pracy. Podkłady i szyny układano rytm wojennych bębnów. Od wielu lat populacja bizonów stopniowo malała; zabijano je z tych samych karabinów, którymi odpędzano Indian. Przetrzebione stada opuściły wkrótce dolinę stanu Ochayo. Zachodnie plemiona już dawno dostrzegły, że kolejne wyprawy łowieckie musiały zmierzać za zwierzyną coraz dalej na wschód. Indianie z centrum kraju nadal uważali, że bizony nie mogą wyginąć, lecz ich bracia z dalszych zakątków poznali smutną prawdę. W latach siedemdziesiątych ogromne niegdyś stada skurczyły się do małych grupek. Szlaki kolejowe i przybycie białego człowieka doprowadziły wkrótce do wyginięcia bizonów. Biali myśliwi w pogoni za wielkimi zyskami znacznie przyspieszyli ten proces. Pozbawieni zwierzyny czerwonoskórzy mogli jedynie już osiąść gdzieś na stale, choć bardzo niechętnie. Karabiny umocniły w ten sposób pokój, a echa wojny ucichły, jednak na północy i na południu wciąż dało się słyszeć okrzyki buntu. Apacze z Nowego Meksyku nie sprawiali wielu kłopotów, lecz ci, arizońscy byli wprost dzicy, a ich żądza krwi niezaspokojona. Podobnie, plemiona Pima i Mrikopa, w ostatnim roku stali się bardziej aroganccy, niż kiedykolwiek. Plemiona wałczyły też między sobą: żądni krwi Siuksowie napadali na sąsiednie obozowiska i nikt nie mógł ich przekonać, aby przestali. Twierdzili, że to sprawa Indian, nie białych. Były to jednak drobne trudności i nikt nie śmiał też posądzać autora raportu o niechęć do Indian, gdyż sam był ich potomkiem. Był to general Parker, towarzysz generała Granta z wojny secesyjnej. Wprowadzono też nowe warunki pokojowe: kongres zakażał oficerom pracy w indiańskich agencjach. Przedstawiciele różnych zgromadzeń, szczególnie pokojowi Kwakrowie zostali mianowani zarządcami rezerwatów. Przestano uważać poszczególne plemiona za osobne narody i zaczęto je nawracać. Dało się poczuć, że nadeszła era spokoju i dobrobytu, jednak gdzie niegdzie wciąż pojawiały się chmury. Siuksowie i Czejenowie wciąż przypominali, że traktat pokojowy wcale nie musi oznaczać pokoju. Mimo to w latach siedemdziesiątych rozejm coraz bardziej się umacniał i stal się niemal wiarygodny. Publika przychylnie spoglądała na Indian i rozumiała ich niechęć do porzucenia dawnego życia. Wzrosło zainteresowanie edukacją Indian idąc w parze ze zwiększeniem datków i złagodzeniem praw oraz wzmożeniem działalności misjonarzy.

Tagi:

Buzu Historia © 2019